„Mówiłem Wałęsie, apelowałem do jego sumienia, że ludzie by mu to wszystko wybaczyli. – Powiedz ludziom, że musiałeś, że miałeś taką sytuację, ale wygrałeś – mówiłem mu. Choć ja bym mu jednak nie przebaczył chociaż wiele mogę zrozumieć. Dlaczego bym nie przebaczył? Bo brał sobie za to pieniądze” – mówi portalowi Fronda.pl, Henryk Jagielski członek dwóch komitetów strajkowych w grudniu 1970 r. i sierpniu 1980 w Stoczni Gdańskiej.
Pracowałem razem z Lechem Wałęsą w Stoczni Gdańskiej na wydziale W-4. To był aktywny wydział. Poznałem go na strajku w 1970 r. Nadawaliśmy przez głośniki, że idziemy uwolnić aresztowanych kolegów. On wtedy też tam przemawiał. Wyszliśmy ze stoczni uwolnić kolegów, ale Wałęsy nie było z nami. Gdy staliśmy pod komendą milicji, to nieoczekiwanie w jej oknie ukazał się Wałęsa i zaczął coś do nas mówić. Ludzie zaczęli jednak rzucać do niego kamieniami i krzyczeć „zdrajca”! Poznałem go więc 15 grudnia. To był wtorek.
Nie zapomnę środy w stoczni, gdy stało 5 tys. ludzi. Można było zabierać głos, wypowiadać się. To było demokratyczne.
CZYTAJ CAŁOŚĆ ——— Jagielski: Donosił na mnie „Bolek” – Fronda.